„Fantastyczne Zwierzęta 2: Zbrodnie Grindelwalda” – 10 myśli na temat filmu

Do kin wreszcie trafiły z dawna wyczekiwane przez wszystkich potteromaniaków „Fantastyczne Zwierzęta 2: Zbrodnie Grindelwalda”, opowiadające o przygodach Newta Scamandera oraz jego magicznych podopiecznych. Głównego bohatera nie muszę nikomu przedstawiać – wszyscy z pewnością znają go jako autora książki do opieki nad magicznymi stworzeniami, a ci, którzy nie wiedzą o czym mowa, najwidoczniej nie przykładali się do zajęć w Hogwarcie  😉

W dalszej części wpisu podzielę się z Wami myślami, które nasunęły mi się po obejrzeniu drugiej części „Fantastycznych Zwierząt”. Fragmenty mogące uchodzić za spoilery zostały odpowiednio oznaczone w tekście.

Jak już pisałam przy poprzedniej części filmu, Eddie Redmayne świetnie wykreował postać introwertycznego, wiecznie zamyślonego i przy tym nieco nieporadnego Newta Scamandera. Główny bohater jest skryty i zamknięty w sobie, a lepiej niż relacje z ludźmi wychodzą mu kontakty z magicznymi stworzeniami. Mimo to, Newt ma w sobie dużo uroku, a miła twarz Eddiego z dużymi, szczerymi oczami bardzo ten urok podkreśla. I to jego dobre podejście do zwierząt… no jak go nie kochać? ♥

Nadal nie jestem przekonana do Credence’a. Bardzo dużo wokół niego szumu, ale sam bohater jest strasznie nijaki. Właściwie to nie płakałabym, gdyby Credence nie powrócił w tej, ani w żadnej następnej części. Jedyna scena z jego udziałem, która mi się podobała, to ta w domu półelfki (nawiasem mówiąc, to jedna z licznych scen, które zupełnie nic nie wnoszą do fabuły). Serio, mogliby sobie darować tego Credence’a i pokazać więcej fantastycznych zwierząt.

A skoro już o zwierzętach mowa, to w tej części było ich znacznie mniej, niż w poprzedniej, co dla mnie jest dużym rozczarowaniem. Co prawda na chwilę zaglądamy do walizki Newta, w której mieszkają przeróżne dzikie stworzenia, ale ta chwila jest zdecydowanie zbyt krótka jak na film o takim tytule. Plusem jest to, że tym razem spotykamy też zwierzaki z innych części świata, chociażby orientalnego smoka zouwu, czy japońską kappę. Pojawiają się także dobrze znane nam stworzenia: nieśmiałek Pickett, czy przeurocze niuchacze, które bardzo przysłużą się fabule.

W porównaniu do pierwszej części, w tej doświadczamy więcej akcji; szkoda tylko, że bezsensownej. Niby jest szał, są fajerwerki, ale bez żadnego konkretnego celu, dlatego właściwie nie wiadomo po co to wszystko. W filmie jest całe mnóstwo zbędnych scen kradnących czas ekranowy, który można by poświęcić na rozwinięcie ciekawszych wątków. Co więcej, wiele scen tylko niepotrzebnie gmatwa fabułę, tak jak na przykład [SPOILER ALERT] historia Yusufa Kamy, który chce się mścić na jakimś niewinnym dzieciaku za to, co uczynił w przeszłości jego ojciec (w ogóle: scena wyciągania pasożytów z oka, WTF?!). Serio, twórcom w pewnym momencie chyba pomyliły się „Fantastyczne Zwierzęta” z „Modą na sukces”.

Początkowo nie byłam przekonana do Johnny’ego Deppa i Juda Law w rolach Gellerta Grindelwalda i Albusa Dumbledora. Johnny wydawał mi się zbyt „naznaczony” rolami szaleńców i wypalony po niedawnej aferze z Amber Heard. Z kolei Jude Law zawsze kojarzył mi się z aktorem, który tylko wygląda i na pewno nie obsadziłabym go w roli poważanego profesora Hogwartu. Po tej części stwierdzam jednak, że obaj aktorzy są przekonujący w swoich rolach. Szkoda tylko, że żaden z nich nie dostał wystarczająco dużo czasu ekranowego, żeby się wykazać.

Bardzo podoba mi się stylówa Johnny’ego Deppa jako Grindelwalda: czarne platformy z klamrami (takie, jakie zawsze chciałam mieć!), długi czarny płaszcz, blada twarz, białe włosy i ta jedna, trupio blada soczewka jak u Marilyna Mansona za czasów świetności. Z całą pewnością zwerbowałabym takiego Grindelwalda do mojej gotyckiej kapeli!

Gdyby nie fakt, że scenariusz do filmu pisała sama JK Rowling, pomyślałabym, że scenarzystą jest jakiś matołek, który w ogóle nie czytał Harry’ego Pottera. W filmie naliczyć można mnóstwo błędów fabularnych, jak chociażby fakt [SPOILER ALERT], że Albus Dumbledore uczy obrony przed czarną magią, podczas gdy w książkowym pierwowzorze był nauczycielem transmutacji. Ponadto, w jednej ze scen Dumbledore zwraca się bezpośrednio do profesor McGonagall. Wszystko fajnie i pięknie, tylko że akcja filmu toczy się w 1927 roku, a Minerwa McGonagall urodziła się w 1935. Poza tym, miejscami scenariusz wydawał mi się zwyczajnie kiczowaty, jak choćby w przypadku „kłótni” Kowalskiego i Queene, czy wspomnianej już telenoweli rodzinnej Lestrangów.

[SPOILER ALERT] Skoro już jesteśmy przy Queene, to ciekawym rozwiązaniem było przejście bohaterki na „ciemną stronę mocy”. Szkoda, że ten wątek nie został bardziej rozwinięty. Z pewnością fabuła dużo by zyskała, gdyby twórcy wycięli wszystkie bezsensowne sceny i skupili się na wewnętrznych rozterkach Queene. Mogłoby to jakoś umotywować jej decyzję o dołączeniu do Grindelwalda, bo póki co, można odnieść wrażenie, że w kluczowym momencie bohaterką kierował zwykły kaprys.

Podoba mi się pomysł na historię Nagini. Bardzo mnie zaintrygowała ta postać i mam nadzieję, że w przyszłych częściach poznamy jej losy, włącznie z tym, jak trafiła do Lorda Voldemorta. Póki co, dostała zdecydowanie za mało czasu ekranowego i praktycznie tylko wyglądała (za to wyglądała ładnie).

Ostatni punkt zostawiłam specjalnie na to, co najbardziej mi nie pasowało w „Fantastycznych Zwierzętach 2”, mianowicie: zakończenie. Wiele mogę wybaczyć, ale kiedy wyjawiona została prawdziwa tożsamość Credence’a, poczułam się najzwyczajniej oszukana. Ten pomysł jest tak słaby, tak naciągany, i tak bardzo nietrzymający się kupy, że aż trudno mi uwierzyć, że twórcy filmu zdecydowali się na ten krok.

 

Mogłabym w tym miejscu polecić lub nie polecić „Fantastycznych Zwierząt 2”, ale nie widzę w tym najmniejszego sensu. Ci, którzy tak jak ja siedzą w magicznym świecie JK Rowling po uszy i tak pójdą na ten film. Będą wytykać mankamenty, bulwersować się i narzekać, a mimo to, będą się cieszyć jak dzieci, z niecierpliwością wyczekując informacji o kolejnych częściach.

A czy Wy już byliście na nowych „Fantastycznych Zwierzętach”? Jaka jest Wasza opinia na temat filmu? Dajcie znać w komentarzach! 🙂