„Harry Potter i Przeklęte Dziecko”, wrażenia z lektury

Nie wyczekiwałam Przeklętego Dziecka z wypiekami na twarzy.
Nie śledziłam strony pottermore.com i nie błagałam o więcej.
Wręcz przeciwnie, chciałam, aby wreszcie zostawiono Harrego Pottera w spokoju.

Nie zrozumcie mnie źle, uwielbiam Harrego Pottera! Hogwart już zawsze będzie zajmował szczególne miejsce w moim sercu i zawsze będę powracała do tych magicznych przygód z wielką chęcią i sentymentem. Jednak jeśli mam być szczera, Harry Potter to dla mnie seria zamknięta. Fantastyczna, owszem, ale już dawno zakończona. Co miało zostać napisane, zostało napisane, bohaterowie przeżyli to, co mieli przeżyć, a wszystkie wątki zostały zgrabnie domknięte i powinno się je zostawić w takiej formie, w jakiej są. Dlatego denerwowały mnie komentarze J.K. Rowling, które pojawiając się co jakiś czas dodawały kolejne cegiełki do idealnie zbudowanego już świata. I nagle dowiadujemy się, że Hermiona wcale nie powinna być z Ronem, bo autorka sobie to przemyślała i po latach stwierdziła, że do siebie nie pasują. Albo że Albus Dumbledore był gejem i kochał Gellerta Grindelwalda, czarnoksiężnika, którego pokonał.

Nie mniej jednak, Przeklęte Dziecko wzbudzało moją ciekawość. O czym jest? Co się stało z Harrym, Ronem i Hermioną? Jak zmienił się świat czarodziejów przez ten czas? Kiedy książka już trafiła w moje ręce, przez kilka dni przyglądałam jej się nieufnie, nie wiedząc, czego się po niej spodziewać. Aż w końcu przemogłam się, przewróciłam pierwszą stronę i raz jeszcze przeniosłam się do świata magii i czarów.

Harry Potter i Przeklęte Dziecko zaczyna się w momencie, kiedy drugi syn Harrego i Ginny, Albus Severus Potter, wyrusza w swoją pierwszą podróż do Hogwartu. Chłopiec jest przerażony tą perspektywą – obawia się, że trafi do Slytherinu i zawiedzie tym samym swoją rodzinę. W pociągu do Hogwartu spotyka jednak chłopca, który całkowicie odmieni jego życie, i z którym od tej pory będzie nierozłączny – Scorpiusa Malfoya.

To, co pierwsze rzuca się w oczy podczas czytania Przeklętego Dziecka, to nietypowa, scenariuszowa forma, w jakiej napisana jest książka. Prawdę mówiąc, lektura ta jest właśnie niczym innym, jak scenariuszem przedstawienia teatralnego, wystawianego na londyńskim West Endzie. Przyznam, że początkowo dziwnie mi się ją czytało, jednak szybko się przyzwyczaiłam. Efektem ubocznym tej formy jest błyskawiczne przebrnięcie przez lekturę – podział na akty, sceny i dialogi zajmuje na tyle dużo miejsca, że książka ma przyzwoitą grubość, jednak merytorycznie historia jest krótka, do przeczytania w zaledwie jeden wieczór.

Odnośnie samej fabuły, to niestety, jest w niej sporo niedociągnięć, co sprawia, że miejscami historia bywa dość nielogiczna. [SPOILER ALERT!] Przejdę teraz do elementów, które moim zdaniem były nieprzemyślane, dlatego jeśli jeszcze nie czytałeś Przeklętego Dziecka, radzę Ci ominąć ten paragraf i przejść do następnego. A więc wymieniając od początku:

  • nielogiczna jest ucieczka Albusa i Scorpiusa z ekspresu do Hogwartu; co prawda historia pani z wózkiem bardzo mi się podobała, niestety psuje ją fakt, że nie umknęli jej największe rozrabiaki w historii Hogwartu (Huncwoci i bliźniacy Weasley), natomiast para niedorajdów jakoś dała radę;

  • zadziwiająca jest głupota chłopców i motywy nimi kierujące; scenariusz sztuki szybko przenosi nas bowiem na czwarty rok ich nauki w Hogwarcie, więc zdawałoby się, że czegoś już się w tej szkole nauczyli; tymczasem okazuje się, że są na tyle nierozsądni, żeby bawić się zmieniaczem czasu (a przecież w głównej serii niejednokrotnie było podkreślane, że ma to katastrofalne konsekwencje!)

  • całowanie przez 14-letniego chłopca swojej ciotki jest trochę obleśne;

  • niedorzeczny był sam fakt wejścia w posiadanie chłopców zmieniacza czasu; tak inteligentna osoba jak Hermiona chyba byłaby w stanie ukryć taką drogocenną rzecz przed grupą dzieci?

  • zagadka Hermiony też była nielogiczna; mam wrażenie, że autorzy specjalnie tak zagmatwali zagadkę, żeby nie można było śledzić jej rozwiązania; szkoda, bo zagadki z głównej serii (chociażby ta z labiryntu w czwartej części) były logiczne i można było zastanawiać się nad nimi wraz z bohaterami;

  • czy Voldemort nie powinien być bezpłodny? przecież on nawet nie miał swojego prawdziwego ciała, tylko wytwór jakichś mrocznych, magicznych eksperymentów!

  • tyle czarnoksiężników i wyznawców Voldemorta szukało go, kiedy zaginął po próbie zabicia Harrego; dziwne, że dopiero teraz ktoś wpadł na pomysł użycia zmieniacza czasu, aby odmienić bieg wydarzeń;

  • nie podoba mi się pomysł z obrazem Dumbledora i te ckliwe rozmowy z Harrym.


Jak widać, lista niedociągnięć i niedorzeczności w fabule jest dosyć długa, jednak jeszcze bardziej zawodzi kreacja głównych bohaterów serii o Harrym Potterze. Cała trójka opisana jest w sposób bardzo powierzchowny i stereotypowy. Harry – zapracowany, ckliwy tatuś nieradzący sobie z synem. Hermiona – równie zapracowana urzędniczka z problemami małżeńskimi. I wreszcie Ron – głupawy i zbzikowany, do którego najchętniej powiedziałoby się: „no weź przestań, nie rób siary”. Ponadto, cała trójka sprawia raczej nieudolne wrażenie. Bardzo brakuje mi w tych postaciach tego wigoru, zapału i charyzmy, którymi charakteryzowali się w głównej serii. Jedyna dobrze zarysowana postać obecna zarówno w starej serii, jak i w kontynuacji, to Draco Malfoy, którego charakter został konsekwentnie dobrany. To bardzo prawdopodobne, że złośliwy Ślizgon z poprzedniej serii wyrósł na tę cyniczną, wyniosłą i zdystansowaną postać, z którą mamy do czynienia w Przeklętym Dziecku.

Trzeba przyznać, że książka ma kilka mocnych stron. Jedną z nich jest humor! W dialogach nie brak poczucia humoru i żartów, które są w stanie rozbawić. Niektóre z nich do teraz wspominam z uśmiechem na twarzy. Nie brak także ciekawych rozwiązań i zwrotów akcji. Jak już wspomniałam, podobało mi się rozwinięcie historii pani z wózkiem, która sprzedaje słodycze w ekspresie do Hogwartu. Sprytnym posunięciem było także wykorzystanie kocyka Harrego. Draco jako samotny ojciec zmierzający się z przeszłością, jest postacią niezwykle ujmującą. I chociaż nie popieram pomysłu z gmeraniem w czasie, to wizje alternatywnych rzeczywistości były bardzo ciekawie przedstawione.

Pomimo wielu zgrzytów w fabule, historia Przeklętego Dziecka wciąga, więc czyta się ją szybko i przyjemnie. Z ogromnym sentymentem powróciłam do Hogwartu i po wielu latach miałam okazję ponownie spotkać poznane tam postaci. W ostateczności, te nowe dzieciaki też nie były takie najgorsze. Polecam tę książkę zarówno potteromaniakom, jak i wszystkim tym, którzy tęsknią do Hogwartu, i którzy wdzięczni będą za chociażby namiastkę czarodziejskiego świata głównej serii. Podsumowując, Przeklęte Dziecko dostaje ode mnie 6/10 loczków:

A jaka jest Wasza opinia o Przeklętym Dziecku?

PS: Skoro już siedzimy w świecie magii, to przypominam, że od dzisiaj w kinach możemy oglądać Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć! Ja już mam zarezerwowane bilety, a Wy? 🙂