Jak studiować dwa kierunki i nie zwariować

Wiele osób pyta mnie, jak udaje mi się pogodzić dwa kierunki studiów, dorywczą pracę i jeszcze mieć czas dla siebie. I jak przy tym wszystkim nie zwariować? Jeszcze dwa semestry temu odpowiedziałabym, że nie da się – że prędzej czy później oszalejesz z nerwów, frustracji i niewyspania. Szczególnie w czasie sesji, gdy będziesz czuł się jak wrak człowieka, w którego żyłach zamiast krwi płynie kawa. Z czasem jednak nauczyłam się radzić sobie z natłokiem obowiązków i dziś mogę podzielić się z Wami kilkoma praktycznymi wskazówkami, jak pogodzić ze sobą studiowanie na dwóch uczelniach równocześnie.

1. Organizuj swój czas

Zdecydowanie jest to jedna z najbardziej wartościowych rzeczy, których nauczyłam się na studiach. Koniecznie zainwestuj w jakiś kalendarz, bądź inny organizer. Szczególnie polecam kalendarz studenta, w którym znajdziesz wszystkie potrzebne zakładki, łącznie z miejscem na plan zajęć. Opisuj każdy dzień, notuj terminy zaliczeń i oddawania prac, oraz wszelkie inne deadliny. Pozwoli Ci to odpowiednio zaplanować i rozłożyć obowiązki w czasie. Zapisz sobie również terminy składania oficjalnych pism do dziekanatu, takich jak np. termin złożenia podań o IRS (wniosek o indywidualny rozkład sesji, który oficjalnie pozwoli Ci manewrować terminami zaliczeń). Uwierz – zaoszczędzi Ci to wiele nerwów w przyszłości. Ponadto, organizer jest niezastąpiony w trakcie sesji, kiedy zaliczenia i egzaminy nawarstwiają się, a Ty musisz tak je sobie poukładać, żeby nie nachodziły na siebie, i żeby zdanie ich było fizycznie wykonalne. Jeśli nie jesteś fanem notesów i organizerów w formie papierowej, zawsze możesz utworzyć sobie kalendarz internetowy (np. kalendarz Google), który na dodatek można zintegrować z planem zajęć.

Jeśli martwisz się tym, że będziesz miał za dużo na głowie, to się nie przejmuj. Z zasady im więcej się ma obowiązków, tym lepiej zarządza się czasem. Nie tracisz wtedy niepotrzebnie czasu na facebooki, czy inne narzędzia służące do prokrastynacji – po prostu odwalasz swoją robotę, żeby jak najszybciej móc się cieszyć wolnym wieczorem. Dobrym sposobem jest odrabianie zadań domowych od razu po przyjściu do domu. Wiedza jest wtedy świeża po zajęciach i nie musisz tracić czasu na powtarzanie materiału i przeszukiwanie notatek. Unikniesz też przykrej niespodzianki, kiedy na wieczór przed zajęciami okaże się, że jednak musisz coś zrobić. Jeśli jesteś zapominalski, dobrym rozwiązaniem będą karteczki samoprzylepne – zanotuj sobie to, co masz w niedalekiej przyszłości do zrobienia i przylep karteczkę w widocznym miejscu.

2. Kombinuj

Kolejna ważna rzecz, której nauczyłam się na studiach, to kombinowanie. Odnosi się to do przeróżnych sfer uczelnianego życia: od skombinowania sobie notatek, zdobycia wpisów do indeksu, po indywidualne ustalanie grafiku, rozkładu sesji i przedłużeń terminów. Kombinować trzeba, układając sobie plan zajęć na obu uczelniach tak, aby pojawiać się chociażby na obowiązkowych przedmiotach. Jednak najwięcej kombinowania jest właśnie w trakcie sesji: nie raz zdarzyło mi się, że w rozkładzie miałam dwa egzaminy tego samego dnia, o tej samej godzinie. Często oznaczało to schowanie dumy do kieszeni i pokorne proszenie wykładowców o to, żebym mogła zdawać w innym terminie, lub chociaż o innej godzinie. Żeby tego uniknąć, PAMIĘTAJ – koniecznie załatw sobie IRS-a. Akurat ja zaliczałam prawie wszystkie sesje na hardkorze, bez tego drogocennego dokumentu, jednak dla świętego spokoju warto go mieć. W kwestii zmagań z dziekanatem, pamiętaj – gdy wyrzucają Cię drzwiami, wróć oknem, a przy tym koniecznie znaj zarówno swoje prawa, jak i strukturę uczelni. Ostatnio zdarzyło mi się, że miałam kłopot z jednym zaliczeniem i koniecznie potrzebowałam tego IRS-a, jednak termin oddawania podań tradycyjnie przegapiłam, więc pani z dziekanatu, chociaż bardzo miła, nie mogła mi w niczym pomóc. Nie poddając się, zwróciłam się zatem do mojej ostatniej deski ratunku, czyli do pani prodziekan, która po wysłuchaniu mojej sytuacji bez zastanowienia pozwoliła mi oddać spóźniony wniosek o IRS. Tak więc nie zniechęcaj się – działaj, dogaduj się, załatwiaj. Wszystko jest do zrobienia.

3. Współpraca to podstawa

Na ogół studenci sobie pomagają, ponieważ wszyscy wychodzą na tym dobrze. Pamiętaj jednak, żeby nie być pasożytem, który tylko żeruje na innych. Odwdzięcz się za udostępnione notatki opracowaniem jakiegoś punktu do zaliczenia, albo zrobieniem większej części projektu grupowego. Bo chociaż studenci sobie pomagają, to nikt nie lubi być wykorzystywany.

4. Ludzie są w porządku

Z ręką na sercu mogę stwierdzić, że na studiach poznałam najlepszych ludzi w moim życiu i z wieloma z nich wciąż utrzymuję bliski kontakt. Każdy jest na swój sposób ciekawy, ma swoje hobby, pasje, poglądy, a przy tym każdy jest też otwarty i tolerancyjny w stosunku do innych. Pamiętam, jak miałam okropny natłok obowiązków: dwie sesje, z sześć zaliczeń w ciągu dwóch dni i jeszcze czas stracony na dojazdy. A na domiar złego, trzeba było robić jakiś głupi projekt na jeden z przedmiotów. Gdy opowiedziałam koleżankom z finansów o tym, jak bardzo mam zawalony tydzień, to same z siebie zaproponowały, że zrobią ten projekt, pozwalając mi skupić się na reszcie zaliczeń. Innym razem zaprezentowały moją część prezentacji, bo ja akurat nie mogłam na niej być ze względu na zaliczenie na drugim kierunku (a jak wiadomo – nikt nie lubi prezentacji). Nikt nigdy nie robił mi wyrzutów, ani problemów z powodu tego, że z czymś nie wyrabiam, albo że mnie na czymś nie ma, bo mam dwa kierunki. Wręcz przeciwnie – zawsze otrzymywałam ogrom ciepła, zrozumienia i pomocy akurat wtedy, kiedy najbardziej tego potrzebowałam, za co w tym miejscu z całego serca DZIĘKUJĘ :*

5. Wykładowcy to też ludzie

Chociaż brzmi to niewiarygodnie, to uwierz mi – wykładowcy to też ludzie. Przechodzili przez to samo co my, a przy tym mają więcej doświadczenia i większość z nich z pewnością będzie starała się pomóc, jeśli powiesz im w jakiej jesteś sytuacji. Zostań po zajęciach, pójdź, porozmawiaj, zapytaj i przede wszystkim uwierz, że większość wykładowców idzie na rękę, szczególnie jeśli widzą, że student się stara. W całej mojej karierze studenta, tylko dwie wykładowczynie nie poszły mi na rękę i robiły problemy z zaliczeniem przedmiotów (tak się składa, że obydwie były od rachunkowości – przypadek?). W większości przypadków jednak mogłam zdawać zaliczenia i egzaminy indywidualnie: na konsultacjach, z inną grupą, w innym terminie. Inaczej też wykładowcy patrzą na nieobecności na zajęciach, kiedy porozmawiasz z nimi i wytłumaczysz, że starasz się pogodzić dwie uczelnie i niestety nie możesz być w dwóch miejscach na raz. W przypadku przedmiotów obowiązkowych, wykładowca zaproponuje inny termin zajęć, np. z grupą wieczorową. W wielu przypadkach miałam też tak, że po prostu nie musiałam chodzić na wybrane ćwiczenia i mogłam przyjść tylko na kolokwium. Pamiętaj – nie taki diabeł straszny jak go malują! Dlatego nie bój się iść i porozmawiać – większość wykładowców jest serio niegroźna, a nawet całkiem sympatyczna. To samo tyczy się pań z dziekanatu.

6. Wrzuć na luz – wszystko się ułoży

Z perspektywy czasu widzę, jak wiele niepotrzebnych nerwów kosztowało mnie zamartwianie się na zapas tym, czy dam radę wszystko ogarnąć, nauczyć się na czas i zdać sesje. I co będzie, jak mi się nie uda? Takie nadmierne zamartwianie się często prowadziło do nieprzyjemnych objawów fizycznych. Bywało, że budziłam się w środku nocy ze ściśniętym gardłem i natłokiem hałaśliwych, złowieszczych myśli, które nie dawały mi spać przez długie godziny. W konsekwencji, zamiast porządnie się wyspać i być w pełni sił, następnego dnia czułam się fatalnie do tego stopnia, że ledwo zdawałam lub nawet oblewałam zaliczenia. Dla porównania, kiedy już przemówiłam sobie do rozsądku i wrzuciłam na luz, wszystko zaczęło się układać. Materiał okazywał się prostszy, niż mi się wydawało i szybciej wchodził do głowy, ponieważ mój umysł nie był już zaśmiecony niepotrzebnymi, negatywnymi myślami. Dlatego nie denerwuj się – zaparz sobie zieloną herbatę i spokojnie rób swoje. Przetłumacz sobie, że nic nie da martwienie się na zapas i nawet jeśli coś pójdzie nie po Twojej myśli, to przecież świat się nie zawali – zawsze będziesz mieć kolejne szanse.

7. Nie musisz być idealny

Ani zawsze wszystko wiedzieć. Co więcej, nie musisz być zawsze przygotowany – świat się nie zawali jak nie zdasz, co nie czyni Cię też głupim. I tak starasz się bardziej, niż większość ludzi, którzy mają takie same możliwości jak Ty, z tą różnicą, że najzwyczajniej im się nie chce i nie potrafią nauczyć się, mając na głowie o wiele mniej obowiązków niż Ty. Pamiętaj, że jesteś tylko człowiekiem i masz prawo być zmęczony, masz prawo do przerw, do wyjścia na półgodzinny spacer, aby odpocząć od natłoku obowiązków. Masz też święte prawo, żeby iść na zaliczenie i próbować swoich szans, nie będąc do końca nauczonym. Warto spróbować, bo nic nie tracisz, a zawsze coś tam napiszesz i może nazbiera Ci się odpowiednia ilość punktów, żeby zdać i mieć kolejną rzecz z głowy. Najgorsze, co możesz zrobić, to odpuścić.

Czy ogólnie polecam studiowanie dwóch kierunków? Cóż, to zależy. Jeśli chcesz pogodzić ze sobą kierunki, z których obydwa Ci się podobają i są przedmiotem Twoich zainteresowań, to jak najbardziej warto. Osobiście, z perspektywy czasu, raczej nie poszłabym drugi raz na finanse – najzwyczajniej mnie to nie interesuje i nie chcę pracować w tej branży, dlatego czasami mam wrażenie, że niepotrzebnie wypruwałam sobie żyły, łącząc akurat te dwie uczelnie. Z drugiej strony, przez cały ten czas zdobyłam ogrom doświadczenia i obycia życiowego, poznałam wielu wspaniałych i mega inspirujących ludzi i, o dziwo, w całym tym zgiełku zdołałam jakoś odnaleźć samą siebie i udowodnić sobie, że potrafię. Czy zatem żałuję podjęcia się studiowania dwóch kierunków na raz? Z całą pewnością nie.

  • W tym roku zaczęłam studia na kierunku Komunikacja Wizerunkowa, bardzo kreatywne miejsce, które do mnie trafia, jednak marzy mi się jeszcze coś stabilniejszego… jednak dwa kierunki na raz nieco mnie przerażają. Tak jak piszesz na pewno się da, ale nie wiem czy jestem na to gotowa. Hmm no moze kiedyś się uda 😉

    • Jeśli masz wątpliwości, to zawsze możesz zapisać się na drugi kierunek z takim podejściem, że jak się uda to się uda, a jak nie to nie – nic nie stracisz, za to możesz sporo zyskać. Może będzie troszkę ciężko z ułożeniem grafiku, i z zaliczeniami podczas sesji, ale to wszystko jest do zrobienia. Daj znać jak się zdecydujesz, no i powodzenia! 🙂