Odwiedzamy miejsce pamięci: obóz koncentracyjny w OŚWIĘCIMIU

Niedawno wspólnie ze znajomymi doszliśmy do wniosku, że większość z nas była na wycieczce edukacyjnej w Oświęcimiu lata temu, jeszcze za czasów nauki w gimnazjum, i że mało kto cokolwiek pamięta z tej wycieczki.

Swoją drogą, nie rozumiem dlaczego na wycieczkę edukacyjną do miejsc pamięci, takich jak byłe obozy koncentracyjne, jeździ się z uczniami w gimnazjum. Z całym szacunkiem do gimnazjalistów, uważam, że w tym wieku jest się zbyt niedojrzałym do zrozumienia tragedii tego miejsca. Młody umysł zaabsorbowany jest całkiem innymi sprawami: lansem, pierwszymi miłostkami i czerpaniem z życia, ile tylko wlezie. Ponadto, uczeń gimnazjum ma niewystarczającą wiedzę; nie zna wystarczająco dużo tekstów kultury: książek, filmów, czy relacji traktujących o tym konkretnym aspekcie II wojny światowej, przez co trudno mu pojąć cały tragizm tego miejsca. O wiele rozsądniej byłoby zabierać na taką wycieczkę uczniów 2-3 klasy liceum, którzy czytali już Hannę Krall, czy Tadeusza Borowskiego, rozmawiali o obozach wielokrotnie na lekcjach historii i języka polskiego, oraz naoglądali się już wystarczająco dużo filmów o wojnie.

Dlatego po latach, z o wiele większą wiedzą i bagażem doświadczeń, wybraliśmy się do Oświęcimia, celem zwiedzenia byłego obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau i odświeżenia sobie tej wyjątkowo bolesnej lekcji historii.

W pierwszej kolejności, naszym oczom ukazał się znany wszystkim, szyderczy napis nad bramą główną: ARBEIT MACHT FREI, oraz teren otoczony drutem kolczastym – pierwsze widoki, które nieświadomi swojej tragicznej przyszłości więźniowie oglądali po przybyciu do KL Auschwitz. Minąwszy bramę, przemierzaliśmy obszar obozu, wysłuchując historii opowiadanej przez przewodniczkę, i wchodząc do niektórych bloków. Na jednej z wystaw oglądaliśmy rzeczy należące do więźniów: podpisane walizki, buty, przedmioty codziennego użytku – wszystko to, co ludzie zabrali ze sobą, aby zgodnie z nazistowską propagandą, zacząć życie i pracę w nowym miejscu. Oglądając te rzeczy, ciężko  było powstrzymać się od myśli, do kogo one należały. Kim była właścicielka tego sandałka? Jak tu trafiła? Czy udało się jej przeżyć? Była też cała gablota włosów, obcinanych więźniom po przybyciu do obozu. Przerażający jest fakt, że z tych włosów wytwarzano następnie dywany i wyroby włókiennicze, które przekazywano obywatelom III Rzeszy. W kolejnym bloku widzieliśmy zdjęcia wygłodzonych więźniów, którzy ważyli zaledwie 20kg, a ich kończyny wyglądały jak skóra naciągnięta na gołe kości. Wielu z tych osób nie dało się pomóc, nawet po wyzwoleniu obozu, gdyż ich żołądki odzwyczajone były do trawienia pokarmu. Nie mniej szokujące były zdjęcia ofiar brutalnych eksperymentów doktora Mengele, który zgodnie z tym, co mówiła przewodniczka, był osobą niezwykle towarzyską i lubianą – również przez dzieci, którym rozdawał cukierki, i które następnie bez skrupułów poddawał eksperymentom. Przechodząc do bloku więziennego, wysłuchaliśmy niesamowicie wzruszającej historii o św. ojca Maksymiliana Kolbe, który w 1941 roku dobrowolnie zajął miejsce skazanego na śmierć współwięźnia, Franciszka Gajowniczka, po tym jak usłyszał jego błagania o litość i chęć ponownego ujrzenia rodziny. Dzięki poświęceniu ojca Kolbe, Franciszek Gajowniczek doczekał wyzwolenia obozu i dożył 94 lat. Ta historia wzbudziła we mnie o wiele więcej emocji teraz, niż na wycieczce gimnazjalnej, kiedy to ciężko było zrozumieć ogrom odwagi i poświęcenia, jakiego dokonał ojciec Kolbe.

Wychodząc z bloku więziennego, skierowaliśmy się w stronę Ściany Śmierci, gdzie poświęciliśmy kilka minut ciszy, oddając hołd osobom tam rozstrzelanym. Oczami wyobraźni można było zobaczyć przerażonych więźniów w pasiakach, stojących w szeregu ze spuszczonymi głowami i czekających na śmierć. Jednak najbardziej poruszającym elementem zwiedzania, było wejście do jednej z komór gazowych, w których przy użyciu cyklonu B, zgładzono ponad milion ludzkich istnień. Wstrząsający jest fakt, że więźniowie szli do komory gazowej spokojnie, niczego nie świadomi. Nie chcąc wywołać paniki, SS-mani utrzymywali, iż miejsce, do którego wysyłają więźniów, to prysznice, gdzie będą mogli odświeżyć się po podróży. Stojąc w w samym środku pustej komory gazowej, czułam się strasznie przytłoczona, zupełnie jakby ściany pomieszczenia pamiętały desperację i krzyki wymordowanych tam ludzi. Z komory gazowej przeszliśmy do krematorium z wielkimi piecami krematoryjnymi, w których spalano ludzkie zwłoki, pozbawiając je uprzednio złotych zębów i poukrywanych kosztowności. Widząc to wszystko, aż ciężko było uwierzyć, że to faktycznie miało miejsce, że jeszcze 70 lat temu, człowiek tak okrutnie obchodził się z drugim człowiekiem, i że to ludzie ludziom zgotowali ten los.

Po wysłuchaniu historii Auschwitz I, zostaliśmy przetransportowani busem do znacznie większego obozu w Brzezince, gdzie dowiedzieliśmy się nieco więcej o życiu codziennym więźniów. Zajrzeliśmy do baraków mieszkalnych, gdzie ludzie przetrzymywani byli w nieludzkich warunkach, pozbawieni podstawowych ludzkich potrzeb i godności. Jednym z bardziej wstrząsających miejsc, były łaźnie – dowiedzieliśmy się tam o najbardziej pożądanej pracy na terenie obozu  – pracy w scheisskommando, polegającej na czyszczeniu łaźni z ludzkich odchodów. Praca ta była bardzo pożądana przez więźniów, ponieważ w pomieszczeniu wypełnionym ludzkimi odchodami było najzwyczajniej ciepło; poza tym, smród jaki wydzielali pracownicy scheisskommando powodował, że SS-mani omijali ich szerokim łukiem. Uświadomiło nam to, jak wiele ludzie byli w stanie zrobić i jakich czynów się dopuścić, aby tylko utrzymać się przy życiu.

Cała wizyta w KL Auschwitz była bardzo przygnębiająca. Z ciężarem na sercach przemierzaliśmy tereny obozu ze świadomością, że 70 lat temu miliony ludzi ginęło tu w męczarniach, Przechadzając się po terenie obozów, można było odnieść wrażenie, że chodzi się wśród duchów. Cóż, jakby nie patrzeć, to miejsce jest w rzeczywistości ogromnym cmentarzyskiem, pamiętającym jedną z największych tragedii w historii ludzkości. Niejednokrotnie tego dnia zadawaliśmy sobie pytanie, jak mogło dojść to takiej tragedii? Co do tego doprowadziło? I jakim cudem człowiek jest w stanie wyhodować w sobie tak wiele nienawiści i znieczulicy?

Tragedia, do jakiej doszło na terenach byłych obozów koncentracyjnych to niewątpliwie rzecz, o której trzeba pamiętać. Dlatego warto odwiedzać takie miejsca i raz na jakiś czas poświęcić ten jeden dzień na wspomnienie i uczczenie ofiar nazizmu. Warto odświeżyć sobie tę lekcję historii i przy okazji dowiedzieć się nowych rzeczy, wysłuchać opowieści z życia więźniów, zastanowić się nad tym, co ci ludzie musieli tam przeżywać i docenić fakt, że my żyjemy w o wiele spokojniejszych czasach.

Warto nadmienić, że zwiedzanie KL Auschwitz jest bardzo dobrze zorganizowane. Przewodnicy przekazują wiedzę historyczną w sposób ciekawy, a każdy zwiedzający dostaje na wstępie słuchawki z odbiornikiem, dzięki czemu można iść w swoim tempie, jednocześnie wyraźnie słysząc to, o czym mówi przewodnik. Z obozu Auschwitz, do obozu w Birkenau w niewielkim ostępie czasu kursują darmowe autobusy, co rozwiązuje problem odległości dzielącej te  dwa miejsca. Zważywszy na to, że koszt 3,5-godzinnego zwiedzania z przewodnikiem to zaledwie 30zł, myślę, że jest to niewielki wydatek w stosunku do tego, co można tutaj zobaczyć i doświadczyć, czego dowodem są liczne grupy turystów  z całego świata, odwiedzające to miejsce.