Park rozrywki Six Flags, New Jersey

W minioną środę mieliśmy nasz pierwszy dzień wolny od pracy, podczas którego wybraliśmy się do parku rozrywki Six Flags w New Jersey. Muszę przyznać, że nie pamiętam dnia, kiedy przeżyłam tak wiele wrażeń na raz!

Poziom adrenaliny podniósł mi się już w momencie, kiedy wysiadłam z auta i zobaczyłam w oddali najbardziej wyróżniającą się kolejkę parku – Kingda Ka. Jest to najwyższa kolejka górska na świecie (139 m) i druga, co do szybkości (206 km/h). Pomimo tego, że serce waliło mi jak oszalałe, udało mi się pokonać strach i wsiąść na Kingda Ka. Usiedliśmy w wagonikach, do których zostaliśmy szczelnie przypięci, i po krótkim przyglądaniu się temu, co nas czeka, kolejka wystrzeliła jak rakieta. Mknęliśmy pod górę z błyskawiczną szybkością. Opór powietrza był tak silny, że nie potrafiłam podnieść głowy, która w pewnym momencie opadła mi w dół. Wbrew temu, co zapowiadałam, nie potrafiłam także krzyczeć, ponieważ moje szczęki były tak mocno zaciśnięte. Kolejka zatrzymała się na kilka sekund na szczycie, po czym runęła w dół, niemalże pod kątem 90 stopni. To było jednocześnie przerażające i niesamowite przeżycie, dlatego postanowiliśmy wsiąść na Kingda Ka aż dwa razy. Ale to nie wszystko, co kolejka ma do zaoferowania! Oprócz rollercoastera, na tej ogromnej stalowej konstrukcji znajduje się także druga atrakcja – Drop of Doom, czyli najwyższa na świecie wieża swobodnego spadku. Polega ona na tym, że wagoniki wznoszą się na 126m, po czym najzwyczajniej spadają w dół, zwalniając nieco nad ziemią. Zarówno na Kingda Ka, jak i na Drop of Doom, żołądek podniósł mi się do gardła, a po wyjściu przez dłuższą chwilę szumiało mi w głowie.

 

 

Oprócz Kingda Ka i Drop of Doom, byliśmy na wielu innych kolejkach, m.in. na drewnianym El Toro, które nas niesamowicie wytrzęsło, na Bizarro z wieloma pętlami, czy też na Supermanie – kolejce, którą jechało się do góry nogami. Bardzo podobał mi się Batman – czteroosobowy wagonik, do którego wejście poprzedzał klimatyczny filmik, nawiązujący do trylogii Christophera Nolana, jechał w niemalże całkowitej ciemności, a główną atrakcją były efekty audiowizualne. W Six Flags każdy znajdzie coś dla siebie, bo też jest w czym wybierać – są karuzele, których główną zaletą jest szybkość, ale też i takie, które skupiają się na dużej ilości pętli, jeździe do góry nogami, do tyłu, czy na stojąco. Są kolejki, które przejeżdżają przez wodę, ciemność, albo takie, które obracają się na wiele stron. Właśnie to wszystko i wiele, wiele więcej atrakcji znajdziecie w parku rozrywki Six Flags.

Z Six Flags wróciłam cała posiniaczona (zabezpieczenia dociskane są naprawdę mocno!) i jeszcze bardziej zmęczona od nadmiaru wrażeń i nagłych fal adrenaliny. Mimo tego, nie żałuję – to było jedno z najbardziej niesamowitych doświadczeń w moim życiu!

W najbliższą sobotę wypada kolejny dzień wolny – tym razem kierujemy się w stronę jednego z dużych miast. Jak myślicie, gdzie? 🙂